Technologia od dawna służy podnoszeniu jakości życia. Szereg gadżetów ma za zadanie dbać o nasze zdrowie, monitorować jego stan czy po prostu uprzyjemnić codzienne funkcjonowanie. Dzięki technologicznym nowinkom nie musimy już praktycznie przejmować się jeśli zapomnimy portfela z domu, nosić ze sobą notatnika lub długopisu.

Większość (bo umówmy się, jeszcze nie wszystko) załatwią za nas „wearables”.

Co oznacza ten angielski termin?

Kryją się pod nim inteligentne przedmioty, których zadaniem jest kontrola podstawowych funkcji życiowych, wspomaganie kondycji fizycznej, zarządzanie czasem oraz utrzymywanie kontaktu. Można do nich zaliczyć nie tylko urządzenia elektroniczne, lecz także wszelkiego rodzaju akcesoria, a nawet… ubrania. Wartość globalnego rynku tych urządzeń wynosiła ponad 16 mld dolarów w 2016, zaś prognozy mówią o niemal 220 mln dolarów do roku 2022!

Przodują giganci – Google, Apple, Sony, ale aktualnie ciężko znaleźć firmę elektroniczną, która nie miałaby w ofercie nic z tego sektora. Nieustannie pojawiają się nowe pomysły, dzięki którym mamy do wyboru cały wachlarz różnych urządzeń o przeróżnych właściwościach. Dziedzina obejmuje również odzież czy biżuterię. Materiały oparte o włókna piezoelektryczne pozwalają ludzkiemu ciału generować energię podczas noszenia. Bez wątpienia najpopularniejszym „wearables” na świecie jest każdy smartfon. Ale tuż za nim plasuje się jego krewniak – smartwatch.

Postanowiłam na własnej (i męża) skórze sprawdzić jak bardzo przydaje się na co dzień.

Wcześniej mieliśmy okazję regularnie używać opasek fitness i zastanawiało nas na ile więcej pozwoli zegarek.

Garett GT22S RT – męski smartwatch wielozadaniowy

Garett GT22S RT to z założenia model męski. Reklamuje się jako wielozadaniowe urządzenie, które nie tylko dotrzyma kroku podczas treningu, lecz także zadba o pomiar pulsu, natlenienia krwi, a nawet zrobi EKG. Ma oczywiście szereg innych opcji, o których szerzej za chwilę.

Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.

Open box, waga, eco friendly opakowanie

Zdziwiło mnie nieco, że paczka odebrana od kuriera jest taka… lekka. Nic dziwnego, skoro sam zegarek waży zaledwie 56 gramów. Na plus zgrabne opakowanie w stylu eco-friendly. Osobiście nie należę do zbieraczy wszelkiej maści pudełek, stąd bardzo doceniam niewielkich rozmiarów etui wykonane z kartonu. Wygląda estetycznie i przede wszystkim zajmuje nie więcej miejsca niż jest to konieczne. W środku papierowy ekspozytor, instrukcja obsługi, kabel magnetyczny i zegarek. Tyle, ile trzeba.

Ekran zabezpiecza kolorowa naklejka imitująca jeden ze wzorów wyświetlacza, można się trochę nabrać. Po jej usunięciu ukazuje się dotykowy ekran o średnicy 1,3 cala, rozdzielczości 240 x 240 px i wykonany w technologii IPS LCD.

Żeby uruchomić smartwatch trzeba wcisnąć i przez chwilę (około 2-3 sekundy) przytrzymać koronkę umieszczoną klasycznie na wysokości godziny 3.

Startujemy.

Aktywacja urządzenia i pierwsze testowanie

Pojawia się logotyp marki wraz z adresem strony internetowej, a aktywacji towarzyszy dźwięk. Moim ulubionym sposobem testowania różnych rzeczy (urządzeń, aplikacji, stron) jest najpierw zabawa bez znajomości instrukcji obsługi, a następnie powtórka po dokładnym jej przewertowaniu. Dzięki temu ocena użyteczności, intuicyjności czy czynnika zwanego „user-friendly” wydaje mi się bardziej cenna.

Na pierwszy ogień poszło zatem sprawdzenie co stanie się, kiedy przewiniemy widok we wszystkich dostępnych kierunkach. W lewo – menu główne. Góra – dół – stan połączenia bluetooth, naładowania baterii, wyciszenie, data i godzina. W prawo – pulsomierz. Przytrzymując ekran pojawia się szereg tarcz do wyboru, aktywujemy „pacnięciem” i potwierdzamy „OK”. W menu głównym znajduje się 28 pozycji.

Pierwsze na liście wymagają zestawienia zegarka z telefonem (wiadomości, kontakty, rejestr połączeń, muzyka, powiadomienia).

Kolejne, związane z aktywnością fizyczną i jej atrybutami obędą się bez niego, chociaż oczywistym jest, że w połączeniu z aplikacją dają większe możliwości. Właśnie, aplikacja. Miałam możliwość sprawdzenia jej działania zarówno na systemie operacyjnym iOS, jak i Androidzie. O ile na iOS sama instalacja Garett Activ jest w zasadzie bezproblemowa, synchronizacja danych przebiega szybciej, o tyle przy Androidzie trzeba wykazać się nieco większą cierpliwością. Aktualnie nie ma możliwości pobrania aplikacji ze sklepu Play, o czym informuje komunikat na stronie garett.eu. Stąd opierając się wyłącznie na załączonej instrukcji z kodami QR można wpaść w lekką konsternację. Na plus sprawny i rzeczowy serwis oraz pomoc techniczna po stronie producenta. Kontaktując się za pośrednictwem portalu Facebook otrzymałam odpowiedź w kilka minut.

Sama aplikacja jest przejrzysta i bazuje na doskonale znanej na świecie FunDo, stąd trzeba przymknąć oko na tłumaczenie niektórych wyrażeń.

Warto zaznaczyć, aby sprawdzić kompatybilność danego modelu na stronie producenta, ponieważ niektóre z nich współpracują wyłącznie z Garett Tracker, a inne z Garett Activ.

Udało mi się sprawdzić wszystkie opcje dotyczące komunikowania się i rezultat jest zadowalający. Połączenia, wiadomości i powiadomienia są wyświetlane płynnie, jakość rozmowy akceptowalna (o ile nie jesteśmy w głośnym miejscu) za to brak obsługi emotikonek. Zdaje się, że można bez tego żyć.

Przeglądanie kontaktów bez zarzutu, podobnie jak wybieranie połączenia. Ekran dotykowy działa sprawnie i szybko, a dzięki średnicy koperty (48 milimetrów) jego używanie nie jest utrudnione.

Dotrzyma Ci kroku podczas każdego treningu

W kwestii sportu najbardziej osiągalnym było sprawdzenie pracy zegarka podczas długich spacerów oraz jazdy rowerem. Tym samym wykorzystaliśmy liczenie kroków, szacowanie przebytego dystansu, licznik spalonych kalorii. Funkcję monitorowania snu musieliśmy jako rodzice niemowlęcia sobie odpuścić. Bardziej aktywni mogą wybierać spośród biegania, wspinaczki, koszykówki, badmintona, piłki nożnej i… seksu. Wystarczy włączyć licznik jednym kliknięciem i go! Dla jeszcze bardziej zainteresowanych istnieje możliwość monitorowania pulsu, nasycenia tlenu we krwi oraz pomiaru ciśnienia, a nawet EKG!

Opcją, która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie jest możliwość zrobienia zdjęcia. Może nie jest to sprawa pierwszej potrzeby, ale działa bardzo sprawnie i jest przyjemne do zabawy.

Za to totalnym „must have” w moim przypadku jest funkcja szukania telefonu. Dzięki uruchomionemu alarmowi dźwiękowemu z łatwością namierzymy zawieruszone urządzenie. Najczęściej przyda się posiadaczkom przepastnych torebek, ale sądzę, że i Panowie docenią tę możliwość.

Design, rozmiar koperty, skórzany pasek z możliwością zmiany

Kilka słów o designie.

GT22S RT jest sportowo – elegancki, niezależnie od wybranej referencji. Do mnie przybyła wersja na pasku wykonanym z gumy i skóry ekologicznej w jasnobrązowym kolorze, który przyjemnie licuje ze stalowym bezelem. Ten jest lekko stylizowany na obrotowy, jak w zegarkach typu diver ale pełni funkcję dekoracyjną. Jak wspomniałam wcześniej, solidnych rozmiarów (48 mm) koperta wskazuje na typowo męski model. Jest złożona z dwóch komponentów. Zewnętrzna strona to szczotkowana stal, zaś wewnętrzna plastik z wzorem „carbon” po bokach i gładki od spodu. Całość jest dobrze spasowana i połączona śrubkami przy uszach. Koronka to w zasadzie przycisk służący do podświetlenia ekranu i włączenia/wyłączenia urządzenia.

Świetną sprawą, której brakuje w wielu innych modelach jest szybka zmiana paska/bransolety, zwłaszcza że można wybrać spośród kilku opcji.

Podsumowanie, wrażenia z użytkowania, cena

Kilka słów podsumowania.

Cena katalogowa nowego smartwatcha Garett GT22S RT to 499 złotych. W tej kwocie dostajemy całkiem przyjemnie wykonane urządzenie, które po pierwsze dobrze wygląda, a po drugie ma spore walory użytkowe.

Jeżeli przyjmiemy, że będzie towarzyszem codziennej aktywności bez znamion ekstremalnych, sprawdzi się znakomicie. Przyzwyczajeni do konieczności niemal codziennego ładowania telefonu przymkniemy oko na dość krótko trzymającą baterię. Dobry wybór na pierwszą przygodę z nadgarstkowym „wereables”.

 

Tekst: Marzena Kondera – Giergiel

Zdjęcia: Grzegorz Giergiel