Nauka i praca zdalna sprawiły, że eleganckie ubrania odeszły na drugi plan, a ulubionym biurowo-domowym dress code’em zostały pidżama i dres. Czy jest to chwilowy trend czy raczej ogromna modowa rewolucja? Jak pandemia wpłynęła na świat mody i na to co mamy w szafach?

Pandemia koronawirusa i kryzys ekonomiczno-polityczny zadały niewątpliwy cios branży fashion. Zamknięte butiki, a także wprowadzony zakaz organizowania pokazów mody z publicznością sprawiły, że sprzedaż spadła wielokrotnie.

Nastąpiło ogromne przewartościowanie wielu kwestii, a zarazem weszły zmiany, które wymogły na projektantach i producentach zmierzenie się z nowymi wyzwaniami i oczekiwaniami – zresztą nie pierwszy raz w historii. Przełomowe momenty historyczne zwykle niosły za sobą nowości w wielu branżach, również fashion.

Czasy wojenne sprawiły, że nastąpiło znormalizowanie noszenia spodni bez względu na płeć. Następnie Yves Saint Laurent zapoczątkował garniturową rewolucję, wprowadzając pierwszą taką część garderoby dla kobiet. Przykłady można byłoby mnożyć.

Czy zatem pandemia koronawirusa przyniosła nowe trendy?

Dresowe szaleństwo

Wyniki z wyszukiwarki Google wskazują, że w kwietniu 2020 r. zakupy różnego rodzaju dresów wzrosły aż o 80% i był to najwyższy wynik dotychczasowych wyklikań tego typu odzieży od 14 lat.

Czy w ten właśnie sposób rozpoczyna się już nowa era?

Tak i nie.

Dresy znane były już w latach 90., jednak to właśnie ostatni czas sprawił, że streetwearowy strój pojawił jako stały element wielu kolekcji znanych projektantów. Na przykład Net-a-Porter odnotował 40% wzrost ogólnej sprzedaży spodni dresowych w tylko pierwszym tygodniu lockdownu. Tego typu ubrania produkują już nie tylko znane sportowe marki jak Nike, Adidas, ale dresowe stylizacje zagościły również u Gucciego, Versace, Balenciaga czy Fendi i Martine Rose.

Przekrój form i kolorów jest bardzo duży – dresy dostępne są w różnym fasonie i wielorakich printach – od luźnych bawełnianych, jednokolorowych, poprzez wzorzyste, aż po eleganckie wydania. Popularność spodni i bluz dresowych rośnie, wychodzimy w dresach już nie tylko do sklepów czy na ulicę, ale również do pracy.

Dajmy sobie więcej luzu – moda nie ma rozmiaru

Rozwijający się trend wyluzowania może (ale nie musi) dotyczyć jedynie okresu pandemii.

Krytycy i znawcy mody spodziewają się powrotu stylu glamour po czasie koronawirusa jako wyraz tęsknoty za swobodnymi częściami garderoby. Jednak z wielką dozą prawdopodobieństwa pewna część społeczeństwa pokochała luz do granic możliwości.

Zamknięcie szkół, uniwersytetów, biur i miejsc rozrywki odbiło się nie tylko na zdrowiu psychicznym, ale również na kondycji ciała. Jednak to nie niedoskonałości wpłynęły na zmianę trendów. W końcu ludzie pozwolili sobie na myślenie, że rozmiar nie definiuje osoby.

Tego właśnie było nam trzeba! Luzu!

Luźne swetry, t-shirty, płaszcze i spodnie są dla każdego. Duże ubrania, zapewniają przede wszystkim swobodę i komfort. Nie tylko w domu, ale też na ulicach całego świata, co potwierdzają fotorelacje z tegorocznych tygodni mody w Kopenhadze czy Mediolanie.

W sezonie jesienno-zimowym to głównie kurtka jest niezbędnikiem, który może nadać dobre i eleganckie wykończenie naszej stylizacji. Puszyste i chmurkowe, długie i krótkie kurtki, wielkie, luźne spodnie i marynarki z dużymi ramionami, o prostym kroju, niczym męska część garderoby wydają się być czymś więcej, niż tylko odpowiedzią na pandemiczne potrzeby swobodnych stylizacji. Trend oversizowych i luźnych ubrań pojawił się już przed pandemią. Jednak okres lockdownu nadał temu prędkości.

To, co można zaobserwować od dawna to odchodzenie od formalnego stroju: trampki do garnituru i sneakersy do sukienki, to jest już nam znane i przez wielu kochane. Niejedna kobieta i niejeden mężczyzna znają ból, który odcisnął się na ich stopach podczas całodniowej pracy biurowej w niewygodnych eleganckich butach.

I love simple. Czym jest casualizacja szaf?

W okresie zamknięcia ludzie zdali sobie sprawę jak niewiele ubrań nam potrzeba. Wyciągnęliśmy z szaf głównie to, co jest wygodne i dobrze wygląda, jednocześnie pozostawiając wiele ubrań nietkniętymi. Codzienna, uniwersalna garderoba w ostatnim czasie jest niezwykle pożądana.

Kolory czerni, brązu, bieli i odcienie ziemiste znajdziemy w każdym magazynie modowym, ale również na pokazach, między innymi Miu Miu czy Gorgio Armanii. Nawiązując przy tym do natury, trend ten wyróżnia przede wszystkim łatwość dopasowania części garderoby i praktycznie niekończące się możliwości tworzenia nowych outfitów jedynie za pomocą modowych, wyrazistymi akcentów. Liczba artykułów i postów na mediach społecznościowych dotyczących szaf kapsułowych wzrosła niewyobrażalnie. Czy z tego zrezygnujemy? Wątpię, ponowne odkrycie prostoty i wygody raczej sprawi, że będzie tego coraz więcej.

Na pierwszy plan wysuwa się też jakość ubrań.

Casualowa i kapsułowa moda dotyczy również trwałości tkanin i ma za zadanie służyć nam latami.

Ekologiczna bawełna, tencel i wełna to obecnie bardzo pożądane materiały, a plastikowe tekstylne wytwory odchodzą w zapomnienie. Dlaczego te tkaniny są tak bardzo cenione? Poza walorami środowiskowymi, są również oddychające, odporne na wilgoć i temperaturę. Ludzie zdali sobie sprawę, że ładne, dobrze układające się i wygodne ubrania mogą iść ze sobą w parze. Jest to prawdopodobnie trend, który będzie trwać latami.

Plastikowym ciuchom mówimy bye, bye

Zamknięcie sklepów stacjonarnych wpłynęło na sposób zarządzania nie tylko sieciówek. Temat wykorzystywania pracy ludzkich rąk w krajach ubogich był już poruszany niejednokrotnie, ale nigdy nie na tak globalną skalę jak właśnie w czasie pandemii. Na jaw wyszło również wiele niemoralnych i niehumanitarnych kwestii, głównie w miejscach takich jak Bangladesz czy Indie.

Według magazynu Forbes większość z tych pracowników w okresie pandemii zostało odesłanych do domów, często biednych, w których niemożliwe było zwrócenie uwagi na warunki higieniczne. Anulowane zamówienia wprowadziły również kryzys finansowany ludzi i lokalnych przedsiębiorców w tych miejscach świata.

Czas pandemii pomógł wreszcie dostrzec problem, jakim jest nieetyczne traktowanie ludzi w łańcuchu produkcji i dostaw w branży fashion.Czy to jednak zmieni nasze podejście do mody?

Ostatnia dekada w branży fashion mierzy się z wieloma zarzutami, takimi jak nienależyte traktowanie kwestii ekologicznych. A także problem nadprodukcji, nieposzanowania praw człowieka, szkodliwości i niedobry wpływ wielu chemikaliów oraz procesów produkcyjnych na kondycję naszego środowiska. Obecnie temat zrównoważonej mody przybrał na sile i miejmy nadzieję, że jest to rozwiązanie na stałe, a nie chwilowa moda. Nasza ziemia potrzebuje oddechu, a poliester i poliamid w tym nie pomagają.

Niezwykle cenione w ostatnim czasie są certyfikaty takie jak FairTrade, GOTS, GRS, RCS, OCS.

Firmy produkujące materiały, by otrzymać taki dokument, muszą spełnić wiele kryteriów (w zależności od rodzaju certyfikatu), np. ograniczenie stosowania chemikaliów czy wykorzystania wody, godna płaca i warunki dla pracowników, niezależnie od miejsca produkcji.

Czy pandemia zmieniła rynek fashion?

Z pewnością, w dodatku wiele trendów przybrało na sile i prędkości. Analizując zachodzące zmiany, można dostrzec w tym pewien nowy sposób myślenia o modzie.

To, co zagościło i pewnie zostanie z nami na dobre to pożegnanie stereotypów, wolność w tworzeniu stylizacji i luz.

Jako kluczowe elementy tworzenia szaf wysunęły się czoło określenia takie jak: ponadczasowość, wysoka jakość, ekologia, drugie życie ubrań. Rozmiar jako taki natomiast przestał mieć znaczenie, bo można nosić dopasowane albo duże rozmiary, bez względu na wszystko.

Julia Jarosz

Baner